Dni, których nie znamy.

Myśli, które mnie nachodzą.

W krainie z 1001 nocy.

Marzec 04, 2012 @ 16:10 napisał: Beata Kategoria: Wojaże i podboje

Wyobraź sobie, że jedziesz na urlop i całe miasto jedzie z tobą.
Niemożliwe? Możliwe…
Trzeba tylko wybrać się na rejs  statkiem. Tym razem wszystko było dla nas nowe: podróż na pokładzie, jak i cel – Orient.
Dzięki internetowi czeka nas mało niespodzianek – można już przed podróżą wirtualnie wszystko obejrzeć, statek, miasta, ciekawie miejsca (bo zabytków tam nie ma) – a potem tylko oko cieszyć i powietrze wdychać.
Samolot przeniósł nas w 6,5 godzin do Dubaju, gdzie czekał na nas wycieczkowiec AIDAblu – to ten z uśmiechniętą buźką i plemnikiem.
W sąsiedztwie stał… Costa favolosa. No… po aktualnych wydarzeniach, niekoniecznie wymarzony towarzysz. Ale jadąc na urlop, odrzucamy wszelkie niedobre myśli.
Aida – małe miasto, 2500 tysiąca pasażerów, 680 personelu, 250 metrów, 7 restauracji, 12 barów, 15 wind, 14 piętr (pokładów), spa, kasyno, teatr, sklepy…
Na nas czekała na 9 pokładzie kabina z balkonem i leżakami. Daleki widok na świat – ok – tak można spędzić miły urlop.
Jednak dni były za krótkie, żeby sobie wszystko zapamiętać… do końca biegaliśmy po piętrach, z przodu, z tyłu, tu wyście na górny słoneczny pokład? nie, tu jest na dolny, potem trzeba przy basenie dalej do góry… Mnie się ciągle kićkało, ale co tam… teren był ograniczony, więc zawsze jakoś trafiłam. A ruch potrzebny. czytaj dalej →

„Prowincja pełna słońca”

Luty 13, 2012 @ 18:59 napisał: Beata Kategoria: Czytam, Polskie

Jak się mówi: tylko cierpliwości, a i z trawy będzie mleko.
Czekałam i się doczekałam… trzeciej części książek Kasi Enerlich o Mrągowie i losach Ludmiły. Przyniósł mi ją Gwiazdor pod choinkę – dziękuję miły Gwiazdorze.
Chociaż po drugiej nie zamierzała pisać dalej o swojej prowincji, to jednak moja przepowiednia się sprawdziła i Kasia MUSIAŁA nam napisać dalszy ciąg.
No… a jakby chciała, to na następne też mam zestaw tytułów.
„Prowincja pełna słońca” przeniosła mnie znów na moje Mazury. Chociaż akcja dzieje się teraz mniej w Mrągowie, a więcej w domu Ludmiły niedaleko Mrągowa, we Włoszech i na pograniczach Polski, to czułam się znów „w domu”. czytaj dalej →

Nowy tysiąc.

Styczeń 08, 2012 @ 18:04 napisał: Beata Kategoria: Z życia wzięte.

Huraaa!
Dziś mój osobisty licznik przeskoczył w nowy tysiąc. Jeszcze wczoraj miałam 4000 dni do emerytury. A dziś już trójka z przodu!! No proszę, jak ten czas leci.
3999 zawsze lepsze niż 4000. Dlatego płacimy w sklepach 199,99, a nie 200,oo – chociaż ten jeden cent albo grosz tylko zaśmieca portfel.
Ale z drugiej strony – ceńmy każdy grosik – ja zbieram czerwone monety (1,2,5 centów) do starej cukierniczki po mojej babci. Jak się napełni, to jest ok 30 euro. To już nie śmieć, prawda?
Każdy nasz dzień też się liczy, coś przynosi, czymś cieszy. Nawet jakby nie był taki całkiem wymarzony, to widocznie taki miał być. Po czasie często stwierdzamy, że wszystko miało jakiś swój sens.
Nowy tysiąc… A 8.04.2009 pisałam, że przechodzę na czwórkę. Tyle było jeszcze czasu, a tu raz dwa znów tysiąc dni zleciało. czytaj dalej →

Aida Night of the Proms

Grudzień 04, 2011 @ 19:30 napisał: Beata Kategoria: Z życia wzięte.

Oczekiwany od roku koncert „Night of the Proms” mamy za sobą. To już nasza coroczna tradycja.   Bilety kupujemy w grudniu na następny grudzień, ale program podają dopiero w lecie.  Ot, niespodzianka.
Zeszłoroczny, ostatni pod promocja Nokii, był dobry, ale jednak pozostawił sporo rozczarowania. Technika była zła, program taki la-la. Dużo było krytyki, my też swoje dopisaliśmy. Ok, było minęło.
Byłam pewna, że program, pod nową promocją Aidy będzie super!
Z wielkim oczekiwaniem jechaliśmy do Frankfurtu, gdzie zajęliśmy „nasze” miejsca – corocznie w tym samym rzędzie, z różnicą o kilka siedzeń.
Nie zawiedliśmy się. Muzyka opanowała halę, ogarnęła 10 tys ludzi, zawładnęła naszymi uszami. Rytm nie pozwalał usiedzieć, trzeba było wstać, podrygiwać, przytupywać i klaskać do taktu. Śpiewy i okrzyki też były mile widziane.
Każdy Euro z ceny biletu był znów dobrze zainwestowany.
Seal (mąż Heidi Klum) byl niesamowity, sopranistki DIV4S super, a dopiero połączenie Seala z sopranistkami – bez słów!
Do tego Alison Moyet, Stanfour, Nile Rodgers & Chic i John Miles.
Mieszanka DJa z orkiestrą – coś nowego, DJ wrzucał pop i rock, a orkiestra takty klasycznych dzieł. Obaj zmieniali się co chwilę, a my wciąż się dziwiliśmy, jak fascynująco to robili, tworząc homogeniczne nowe dzieło muzyczne.
Wracaliśmy pod wrażeniem.
Teraz zostaje nam słuchać CD, oglądać DVD, kupić bilety na grudzień 2012 i czekać niecierpliwie.

Muzyka to sztuka cieszenia się i smucenia bez powodu.

T. Kotarbiński

„Studnia bez dnia”

Listopad 11, 2011 @ 21:06 napisał: Beata Kategoria: Czytam, Polskie

Kasia Enerlich – moja cicha dusza pokrewna – zrobiła mi w życiu piękny prezent i napisała książki o Mrągowie.
Jakby tego nie starczyło, to Kasia szykuje mi nowy podarunek – Toruń.
Nowa powieść Kasi „Prowincja pełna słońca” ledwo pojawiła się na rynku, a pracowita główka, w czasie pobytu w Toruniu nałapała już nowych pomysłów i sformułowała projekt na kolejne dzieło.
Studnia bez dnia” odegra się w Toruniu, bohaterka będzie mieszkała na Szewskiej, a wydarzenia zwiążą się z pracownią rzeźbiarską na Podmurnej, gdzie w rogu pomieszczenia jest owa tytułowa studnia .
Jeszcze mam przed sobą czytanie nowej prowincji, a już mnie ogarnia ciekawość, które z moich miejsc i znanych kątów toruńskich odnajdę w tej studni.
Trochę mi teraz żal, że nie jestem już w Toruniu.
Dojdzie do kolekcji siódma i ósma książka autorki. Ale miejsca mam jeszcze dość, a jak nie starczy – to zrobię!
Kasiu, jesteś wspaniała! Ty pisz, a ja sobie poczekam.

Zycie jest jak książka, im dłużej ją czytasz, tym lepiej rozumiesz wątek.

Straszne!!!!

Listopad 06, 2011 @ 9:14 napisał: Beata Kategoria: Czytam, Polskie

Wczoraj ściągnął moją uwagę tytuł na stronie głównej Wirtualnej Polski:
Co jedzą bogaci, a na co nie stać Kowalskiego„.
Tak mnie ten artykuł wzburzył, że nie mogłam spać. Bo czytając doszłam do miażdżącego wniosku, że nie tylko Kowalskiego na to nie stać, ale i Müllera, Schmitta i mnie też nie.
Straszne! Co za strata dla podniebienia! Co za niesprawiedliwość losu!
Po co to pisali? po co to czytałam? Teraz jestem świadoma mojej maleńkości, moje ego zapadło w bezdenną przepaść, kompleksy mnie dławią. No i tak mi żal Kowalskiego!
Widzę na zdjęciach smaczne rzeczy, oczy rosną, ślinka leci… czytaj dalej →

Grecki patent

Październik 26, 2011 @ 17:52 napisał: Jurek Kategoria: Aktualne, Uśmiech na codzień.


No, proszę! Idzie!
Można by ten system dobrowolnie powielać.
Ponieważ obok greckich już są też prowadzone rozmowy włoskie – więc sprawa jest aktualna i globalna.
A w Niemczech każą nam do 67 lat pracować (nawet już sobie myślą o 69). To na pewno, żeby było komu wydrukować te 100 Euro.

Kolekcjonujemy wrażenia

Październik 01, 2011 @ 16:32 napisał: Beata Kategoria: Wojaże i podboje

Już dwa tygodnie mijają, jak wróciliśmy z alpejskich wojaży.
Teraz szukamy nowych uroków w codzienności. No, nawet się tu i tam coś znajdzie.
Dwa tygodnie byliśmy znów w drodze, w „naszych” Alpach, Wschodnim Tyrolu, Wysokich Taurach, w dolinie Virgen, w Hinterbichl, hotel Islitzer. Piąty raz to samo, a jednak zawsze inaczej. I prawie jak w domu.
Ponad 600 km drogi chcieliśmy znów spędzić jako pełny urlopowy dzień i wzbogacić wrażenia. Zamiast jechać w kawałku, zrobiliśmy przerwę w Ötztal, w Sölden – to ta dolina, gdzie znaleziono przed laty człowieka lodu Ötzi. Następnego dnia pojechaliśmy na pobliski lodowiec Rettenbach. Pozwoliłam sobie tam na półgodzinny marsz przez język lodowca, a Jurek zajął wygodniejsze miejsce widokowe w samochodzie. Szczelin się nie bałam, bo były, ale takie, że raczej bym tylko pupcią utknęła. Za to wrzuciłam do kolekcji nowe wrażenie: iść po lodowcu, mieć lód pod sobą i wokół siebie. czytaj dalej →

Bez stressu po grecku

Wrzesień 29, 2011 @ 15:45 napisał: Beata Kategoria: Uśmiech na codzień.

Kto z nas nie ma stressu? nie goni w pośpiechu? Pracodawca gniecie, fiskus ciągle coś chce, rodzina wypowiada życzenia.
A gdzie JA?
Trafiło mi się rozwiązanie, takie sobie… proste… Kiedyś spadło by z nieba, dziś przyszło nowoczesną drogą przez media.

„Obecnie jest możliwość adoptowania Greka za jedyne 500 Euro .
Grek będzie robić za Ciebie wszystko na co nie masz czasu.
Spać za Ciebie do jedenastej.
Chodzić za Ciebie na kawę oraz na papierosa.
Odbywać poobiednią sjestę, a wieczorem siedzieć za Ciebie w knajpce lub
przed telewizorem. Za dodatkową opłatą 50 Euro może też poopierdalać się
za Ciebie na Facebooku :)
… Ja już adoptowałem i mam luz – mogę pracować od rana do wieczora!
P.S. Wpłaty należy przekazywać za pośrednictwem Komisji Europejskiej”

A no… co tam te 500 Euro, znajdą się, na taki cel!

Czytam: książki Kasi Enerlich

Sierpień 13, 2011 @ 20:29 napisał: Beata Kategoria: Czytam, Polskie

Prawie przypadkowa wiadomość mojej kuzynki Ani, że jej znajoma napisała książkę o Mrągowie i Mazurach, wprowadziła mnie na szlak Katarzyny Enerlich.
Oczarowana „Prowincją pełną marzeń” napisałam do autorki i rozwinęła się miedzy nami miła znajomość.
Dziś jestem gorącą czytelniczką, mam wszystkie książki Kasi i jeszcze dużo miejsca w regale na następne.

Kasia ma tysiące czytelników, setki znajomych, dziesiątki, z którymi utrzymuje aktywny kontakt na Facebook i Naszej Klasie, no i do tego wszystkie prywatne znajomości. Prowadzi też blog. Ja jestem dla niej jedna z bardzo wielu, ale Kasia jest dla mnie tylko jedyna, fajnie mi ją „śledzić” i „odkrywać”. Lubię sobie składać mozaikę z jej wypowiedzi przy różnych okazjach i odnajdywać biograficzne elementy w powieściach.

A ja znajduję w Kasi książkach kamyki mozaikowe z mojego życia. Ciągle przeżywam Déjà-vu. Odnoszę wrażenie, jakby Kasia czytała w moich myślach i przetwarzała je na swój sposób w powieści. Znajduję w książkach moje myśli, moje zdania, gdzieś na świecie wypowiedziane, pomyślane, gdzieś napisane, w szczęśliwych i smutnych sytuacjach – Kasia je słyszała… jak pokrewna dusza. Jakby szła w życiu obok mnie. czytaj dalej →